Bieg Kreta Hardcore jest naprawdę… hardcorowy. To jakby ktoś z Dolnego Śląska chciał pobiec piechotą nad Bałtyk, w dodatku przez góry.
Trasa z okolic Wałbrzycha nad Morze Bałtyckie liczy ponad 400 km. Niemal tyle, co trasa Biegu Kreta Hardcore, wynosząca 377 km, w dodatku prowadząca przez góry. Każdy, kto choć raz jechał z Dolnego Śląska nad polskie morze wie, ile czasu i energii zajmuje taka podróż autem, czy nawet pociągiem, i to bez konieczności przeprawiania się przez górskie pasma i szczyty. Trudno sobie nawet wyobrazić pokonanie takiej drogi pieszo. Tymczasem zwycięzca tegorocznej edycji Biegu Kreta Hardcore – 27-letni Bartosz Tomkiewicz, mieszkaniec Pieszyc k. Dzierżoniowa – nie dość, że przebiegł ten dystans na nogach i stanął na najwyższym podium tego najdłuższego i najbardziej wymagającego w Polsce górskiego biegu, to w dodatku pobił rekord trasy. Przebiegł ją w 59 godzin i 50 minut. Spał w tym czasie… niespełna pół godziny! Jak tego dokonał? Jak się do tego wyjątkowo trudnego wyścigu przygotowywał, wykonując na co dzień wymagającą pracę? Przeczytaj w naszym artykule.
Wyzwanie dla pozytywnych „wariatów”
Na Bieg Kreta składają się dwa wyścigi: liczący 148 km ultramaraton, w którym zwycięstwo daje przepustkę do Biegu Kreta Hardcore, czyli start w liczącym 377 km, najdłuższym w Polsce ultramaratonie górskim, rozgrywanym na trasie tzw. „Trójkąta Sudeckiego”.
– Start jest w Sobótce, trasa prowadzi na górę Ślężę, następnie biegnie przez Góry Stołowe, na Śnieżkę i Śnieżnik. Powrót ze Śnieżnika jest m.in. przez Góry Bardzkie, Góry Sowie, prowadzi znów do Ślęży i Sobótki. Trasa biegu obejmuje wszystkie pasma Sudetów, czyli tzw. „Trójkąt Sudecki”. Jak mówią zawodnicy: to trójkąt heroiczny i idiotyczny, bo trzeba faktycznie być „wariatem” na punkcie sportu, żeby tę trasę pokonać – mówi Bartosz Tomkiewicz, zwycięzca tegorocznej edycji tego ekstremalnego biegu.
Pan Bartek nie tylko stanął w tym roku na najwyższym podium Biegu Kreta Hardcore, ale też pobił rekord trasy. I zdziwi się ktoś, kto myśli, że triumfator tego skrajnie trudnego biegu nie robił w ostatnich latach nic, poza trenowaniem.
Obraził się na bieganie
– Sport uprawiam od ponad 20 lat. Byłem w szkole mistrzostwa sportowego, grałem m.in. w piłkę nożną. Natomiast bieganie zacząłem uprawiać 10 lat temu, w 2016 r. Trenowałem biegi z przeszkodami. Z takimi sukcesami, że zakwalifikowałem się nawet na Mistrzostwa Europy, ale nie udało mi się pozyskać wtedy ani sponsorów, ani środków na przygotowania, więc się na bieganie bardzo poważnie „obraziłem”. I to na długo – mówi pan Bartek.
Jak opowiada, do treningów biegowych wrócił dopiero w 2023 r. W międzyczasie żył zupełnie normalnie: nie przestrzegał diety, nie trenował, bywał na imprezach. Dopiero gdy wrócił do sportu, całkowicie zmienił styl życia: zaczął odpowiednio się odżywiać, regularnie trenować – nawet dwa razy dziennie, dbać o higienę snu, żyć bardzo zdrowo.
– To szybko przyniosło efekty: w ciągu zaledwie miesiąca od rozpoczęcia treningów pobiegłem półmaraton, potem – w ciągu kilku kolejnych tygodni -przebiegłem maraton, a w czasie następnych miesięcy ukończyłem liczący 240 km ultramaraton. Na nowo pokochałem bieganie. Już nie byłem obrażony na tę dyscyplinę sportu. Postanowiłem wystartować w Biegu Kreta Hardcore, najdłuższym w Polsce i ogromnie wymagającym biegu górskim. Do elitarnej grupy finalistów biegu dostaje się zaledwie 10 zawodników. Jedną z dróg prowadzących do tego grona jest stanięcie na podium w tzw. „małym” Biegu Kreta. Przyjąłem więc dwuletni plan, który miał mnie zaprowadzić do celu: treningi, zdrowy tryb życia, start w „małym Krecie”, uzyskanie przepustki do „dużego Kreta”. Wszystko się udało! Rok temu otrzymałem w „małym Krecie” dziką kartę do Biegu Kreta Hardcore 2026, którego zostałem w tym roku zwycięzcą – opowiada zawodnik.
25 minut to więcej niż noc
Stał się wśród biegaczy elitą wśród elit.
– Nie patrzę tak na to. Raczej mam wielką satysfakcję, że dałem radę, że mój dwuletni plan się powiódł i że po raz pierwszy w mojej przygodzie z bieganiem odniosłem taki sukces. Mam świadomość, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie darczyńcy i sponsorzy, dzięki którym mogłem trenować, rozwijać się. Chciałbym im wszystkim podziękować! M.in. Kopalniom Surowców Skalnych w Bartnicy (KSS Bartnica), które mnie wsparły w związku ze startem – mówi Bartosz Tomkiewicz.
Jak podkreśla, bieg był dla niego wielkim wyzwaniem. W czasie niemal 60 godzin (biegł dwie i pół doby) spał zaledwie 25 minut!
– Zarwanie jednej nocy jeszcze nikomu w różnych sytuacjach nie zaszkodziło, tak samo jest z bieganiem. Jeśli jednak nadchodzi kolejna noc bez snu, organizm zaczyna się buntować. Dlatego postanowiłem sobie, że gdy tylko poczuję, iż moje ciało domaga się regeneracji, posłucham go. Dlatego w drugiej dobie biegu zadzwoniłem do mojego zespołu, że potrzebuję 25 minut snu. Przygotowali mi łóżko w busie. Dlaczego akurat 25 minut? Mam to przećwiczone. W moim przypadku to czas, w którym organizm w podstawowych funkcjach regeneruje się, a jednocześnie nie rozleniwia – wyjaśnia Bartosz Tomkiewicz.
Jak zaznacza, ta wypracowana przez sport umiejętność „nie spania” przydaje mu się też id czasu do czasu w prywatnym życiu, gdy np. musi wyjechać po kogoś bliskiego na lotnisko, w środku nocy.
– Potem już się nie kładę i całkiem dobrze funkcjonuję przez cały dzień -uśmiecha się pan Bartek.
Kółka na wyrobisku i odpoczynek
Jest pewien jednego:
– Sport jest moją wielką pasją, ale zawsze wiedziałem, że niezależnie od niego, muszę mieć dobrą pracę. Po to studiowałem, kształciłem się. Praca jest w życiu człowieka bardzo ważna – mówi.
Po ukończeniu studiów inżynieryjnych na Politechnice Wrocławskiej, związanych z eksploatacją odkrywkową, został kierownikiem w jednej z działających na Dolnym Śląsku kopalni granitu.
– Uwielbiam to, co robię. Tym bardziej, że wykonywanie tej pracy mogę godzić z codziennym ruchem. Kilkakrotnie muszę bowiem obejść w ciągu dnia wyrobisko, którym zarządzam. Staram się robić obchód szybkim krokiem. A gdy jest chwila oddechu, biorę ciężki głaz i ćwiczę z nim. Pracownicy przyzwyczaili się już, że „kierownik nie siedzi na tyłku”. Wiedzą, czym się zajmuję i kibicują mi. Bardzo im za to dziękuję – mówi pan Bartek.
Jak dodaje, w czasie wolnym od pracy – głównie w czasie weekendów – nadrabia bieganie, wyprawy na rowerze, wizyty na siłowni. Chodzi też po górach ze swoją ukochaną partnerką, która dopinguje go we wszystkich aktywnościach. Uprawia pilates. I przede wszystkim śpi, nawet 10 godzin na dobę. Na niedzielny obiad do rodziców, którzy mieszkają 10 km dalej, pan Bartek też woli pójść na nogach, niż jechać autem. Jaki ma kolejny plan na zawody?
– Otrzymuję dużo propozycji, ale – póki co – muszę się zregenerować po Biegu Kreta Harcore. Człowiek może mieć w głowie dużo sportowych marzeń, ale jeśli nie zregeneruje organizmu, to i tak nic z planów nie wyjdzie. Dlatego teraz skupiam się na odpoczynku – mówi Bartosz Tomkiewicz.







